In the Corner
Artists
Jakub Czyż
Press release
Nie ma jednej, modelowej odpowiedzi na kryzys. Gdy nadejdzie, odpowiedzi zdają się mnożyć. Są reakcją na chaos, a równocześnie jego dalszą siłą napędową. Jeżeli jeszcze nie tak dawno rządziły nami tradycyjne identyfikacje społeczne, dziś rządzą ich kruche karykatury. Tropiąc skutki upadku funkcji autorytetu zwykło się mówić o odpowiedzi autorytetu perwersyjnego – nowych ojców, którzy za nic mają dotychczasowe zasady. Nawet jeśli na ustach mają porządek – łamią obscenicznie decorum. To jedna z odpowiedzi. Malarstwo Jakuba Czyża pozostaje studium odpowiedzi zgoła innej – cichej, samotnej, lecz nie mniej rozciągniętej na sprzeczności trawiącej podmiot. Wyrwy tej nie próbuje się zasłonić obietnicą nowej pełni. Trzeba ją wytrzymać, będąc zapędzonym w róg własnego, lecz jakże obcego pokoju. Bowiem, jak mówił Freud, „Ja nie jest panem we własnym domu”. Chybotliwość staje się nowym paradygmatem – tak publicznym, jak prywatnym. W tym celu przybiera się pozy (niemal) nie do wytrzymania. Relacja publicznego, zewnętrznego chaosu i tego wewnętrznego, prywatnego jest u Czyża do wyczytania implicite. Właściwym punktem wyjścia jest tu jednak przede wszystkim obraz tego drugiego. Mężczyzna zamknięty w pokoju patrzy się otępiałym wzrokiem w lustro, osuwa się ze ściany, ląduje na podłodze niczym rozbitek na brzegach własnej psyche lub siedzi tępo za stołem, a przedmiot codziennego użytku jakim jest kubek kawy wypada mu z dłoni. Psychopatologia życia codziennego staje się niecodziennym ciężarem. Na dwóch z obrazów pojawia się emblematyczna dla Czyża poza „(niemal) nie do wytrzymania” – męska postać ledwo utrzymuje się nad łóżkiem, wisząc nad posłaniem jedynie siłą własnych stóp. Z punktu widzenia klasycznej fizyki jest to pozycja niemożliwa. Z punktu widzenia współczesnej psychiki jest to pozycja konieczna. Łóżko, ten symbol odpoczynku (w innej interpretacji także symbol erotycznej satysfakcji), nie jest tu przestrzenią na której podmiot może wreszcie spocząć – mimo, iż jawi się ostatecznym horyzontem jego oczekiwań. Tylko tyle i aż tyle. Słynny slogan paryskiej rewolucji maja ’68 (której karykaturalne powidoki docierają dziś do nas z całą mocą) „bądźmy realistami, żądajmy niemożliwego” należałoby odwrócić: nie jesteśmy realistami, żądając możliwego. Malarz świadomie za główną przestrzeń swojej metafory dla pola tej psychicznej bitwy obiera ciało, które sam nazywa „unruly body”. To nie tyle ciało, którym nikt nie rządzi (tezy, że jednak ktoś ciągle pragnie nami zarządzać można by jeszcze bronić z powodzeniem), a ciało „nierządne”, pozbawione naczelnej instancji spajającej podmiot, ciało pozbawione identyfikacji, ciało bierne wobec samego siebie. Pozostały mu jedynie mimowolne, groteskowe akrobacje, pozbawione jednak cyrkowego fasonu, a przede wszystkim publiczności. Ta bowiem – według słów przypisywanych Wolterowi – „jest zbyt przerażona, żeby się śmiać”. Mimo to, malarz pozwala nam oglądać ten pełen szarości spektakl. Jeśli on jest w stanie to malować, może my powinniśmy być w stanie chociaż patrzeć. Zwłaszcza, że – zgodnie ze znanym psychoanalitycznym przykazaniem – „lęk jest jedynym afektem, który nie zwodzi”. Piotr Wesołowski Partnerem wystawy jest Fundacja JMS
- From
- 06 November 2026
- Venue
- Lisowski
- Address
- ul. Chmielna 8
00-020 Warsaw
- Hours
- Wed–Sat 14:00–20:00
Back